Agnieszka Wójtowicz / DIA DE LOS MUERTOS

Aktualizacja: 29 paź 2018


Fot. Grzegorz Gajos

Zraniony jeleń w Opolskim Teatrze Lalki i Aktora trwa niecałą godzinę. Oparte na fragmentach poezji (przede wszystkim Poety w Nowym Jorku) oraz prozy Federica Garcii Lorki przedstawienie w reżyserii Joana Baixas jest jednym z bardziej zaskakujących widowisk, jakie zdarzyło mi się ostatnio oglądać.


Zaczyna się jak akademia, jak wieczór poezji. Aktorka rozwija trzymaną w dłoniach płachtę, na której zapisano po hiszpańsku tytuł pierwszej części spektaklu – Mroczne jabłko. To ryzykowny pomysł. Nie od razu widać kierunek interpretacji. Pierwsze wrażenie jednak myli.


Scena to właściwie pusta przestrzeń: w głębi poustawiano plastikowe, czarne skrzynki, po lewej wieszak na ubrania. Przypadkowe sprzęty. Teatr stwarzany z codziennych przedmiotów. Wnętrze wydaje się martwe i ponure. Ta zdegradowana przestrzeń zmienia się w momencie wypowiadania słów przez aktorki (Anna Jarota, Joanna Pasternak, Anna Wieczorek, Agnieszka Zyskowska-Biskup, Elżbieta Żłobicka). Ich kostiumy-uniformy są także utrzymane w ciemnej kolorystyce. Aktorki wyciągają ze skrzynek białe kartki papieru, z których jak w origami układają figurki ludzi, wrzucając gotowe ludziki do skrzynek. W tej przestrzeni zmieszczą się wszystkie miejsca akcji: Granada, Nowy Jork, Hawana. W Zranionym jeleniu przestrzeń gry określają rekwizyty: odpowiednie ustawienie skrzynek i tworzonych na oczach widzów przedmiotów oznacza zmianę miejsca. Umowna przestrzeń fabryki z pierwszej części przedstawienia, w drugiej przekształca się w wielkie miasto – ze skrzynek powstaje wieżowiec, prawdziwy skyscraper. Białe figurki zatknięte na skrzynkach to anonimowi mieszkańcy metropolii. Scenografia, wykorzystująca codzienne przedmioty określające przestrzeń gry, stanowi nie tylko oprawę działań scenicznych. Śledząc zdarzenia, widz zauważa, że buduje je także dekoracja: wirujące płachty, gra świateł wydobywająca z cienia postaci i miejsca akcji.


Nie ma tu nic z łatwizny, szablonu spektaklu poetyckiego. Reżyser i aktorki są świadomi delikatności i trudności materii. Krok po kroku, scena po scenie, rysują przyświecające im motywy. Baixas na kanwie poezji i biografii Lorki stworzył rodzaj scenicznej baśni – pięknej i okrutnej. Wymiar historyczny losu Lorki, w którym wielu widziało podstawowy sens jego twórczości, nie obchodzi twórców przedstawienia. Baixas chciał ukazać obraz życia po katastrofie: zniszczonego przez historię, politykę, lecz nie pozbawionego piękna, idei i metafizyki. Przyjęcie przez reżysera takiego założenia pozwala, by poezja w pełni wybrzmiała. Przede wszystkim znaczy słowo. Tekst traktowany jest tutaj w specyficzny sposób, przetwarzany, złamany kontekstem działań i sytuacji. Baixas opatrzył go podwójnym nawiasem, wprowadzając postaci narratora-zapowiadacza akcji, który informuje o miejscu wydarzeń. Przedstawienie składa się z trzech części (część nowojorska nosi tytuł Miasto pieniądza, finałowa zaś – Rytuał radości).


W Zranionym jeleniu Baixas daje dowody swych umiejętności inscenizacyjnych i niezwykłej wyobraźni teatralnej. Przekonuje także, że potrafi opowiadać w interesujący sposób, nadać spektaklowi rytm, tworzyć sceny o wielkiej urodzie plastycznej. Pora i miejsce zdarzeń nie grają roli. Bohaterem jest poezja. Ta „uboga” przestrzeń jest tłem dla aktorek, a przede wszystkim dla tekstów Lorki. Zraniony jeleń to spektakl inscenizatora, który pozostawia wiele miejsca inwencji aktorek, jednak wymagając dyscypliny w wypełnianiu zadań, jakie zostały przed nimi postawione.

Realizatorom przedstawienia udało się stworzyć atmosferę napięcia i niepewności. Panujący półmrok skontrastowany w finale z feerią barw, niepokojąca, grana na żywo muzyka Marcina Mirowskiego stwarza taką atmosferę. Partie wokalne są śpiewane i solo, i wielogłosowo. Ta obecność muzyki jest ważna, sugestywna, współtworzy klimat i dramaturgię spektaklu. Przede wszystkim jednak tworzą go aktorki. W bliskim kontakcie z widzem liczą się drobny gest i zmiana tonu. Mamy tu do czynienia z aktorstwem zespołowym, którego jakość określa poczucie rytmu, muzykalność, organizacja działań scenicznych, a przede wszystkim precyzja w podawaniu słowa. Frazy Lorkowskie brzmią na opolskiej scenie pięknie i czysto. To spektakl skupiony na słowie, szlachetny plastycznie dzięki subtelnej grze światła i cienia. Baixas buduje przestrzeń sceniczną w sposób przypominający pracę kamery filmowej. Poprzez kolejne zbliżenia, poprzez zawężenie pola obserwacji odnajduje konkretne postaci i oddaje im głos. Z mroku światło reflektora wyłapuje twarz, w momencie, gdy rozbrzmiewa poezja, szlachetnieją rysy.


Tę nostalgię łamie finał. Radosny – ze śpiewem, rytmem. Ryzykowny, spotęgowany do absurdu. Działania sceniczne, nastrój przeczą słowom. Zmianę nastroju sygnalizuje zapowiedź aktorki. I rzeczywiście wszystko się zmienia. Skrzynki, które w poprzednich aktach budowały przestrzeń fabryki i wielkiego miasta teraz tworzą jarmarczny teatrzyk. Scenka zasłania aktorki tylko w połowie. Pojawiają się mocne, nasycone kolory – czerwień, oranż, fiolet. Aktorki animują lalki wykonane z gutaperki i gałązek. Lalki prowadzą dialogi, rysuje się konflikt: miłość i śmierć. Malarska wyobraźnia reżysera i siła napięcia aktorskich relacji sprawia, że te ludziki stają się choć na chwilę centrum teatralnego świata. Zabawę w teatr widać w sposobie powoływania postaci scenicznych, w dystansie aktorek wobec lalek, w przekształcaniu kolejnych scenek w mini-etiudy. W ostatniej scenie zdumiewający jest ton, w tonacji buffo dobitniej brzmią słowa o śmierci. Scena uwodzi rytmem, kolorem, dźwiękiem. Ta ostatnia etiuda teatru w teatrze jest jedyną, która pozwala patrzeć z dystansem na przebieg zdarzeń, a dystans i tonacja buffo potęgują wrażenie tragizmu.


Reżyser maluje na scenie obrazy nie tylko zmieniającym się układem przestrzeni, sytuacji, postaci. Maluje je także plamami barw, światłem. Baixas kończy spektakl piękną plastycznie, nastrojową kodą. W półmroku rozświetla się rama jarmarcznego teatrzyku, by wydobyć z mroku czarno-białą fotografię Lorki. Słychać nawoływanie „Federico, Federico”, które brzmi jak wywoływanie duchów. Tak kończą się te teatralne zaduszki, Dia de los Muertos. Po sekwencji w tonacji buffo ten ostatni obraz niesie spokój metafizyczny. Bo o metafizykę w tym przedstawieniu przede wszystkim chodzi. Baixas stworzył spektakl refleksyjny, pogłębiony filozoficznie. Oryginalny kształt plastyczny wraz z dobrym aktorstwem złożyły się na harmonijną całość. Reżyserowi udało się przekazać teatralnymi środkami wyrazu – słowem, obrazem, muzyką sens surrealistycznej poezji Lorki.


Jak możliwa jest inscenizacja teatralna tego rodzaju dzieła? Reżyser nie zmierza do scenicznej ilustracji poezji Lorki, lecz do uzupełnienia doświadczeniem własnym i aktorów drogi przebytej przez poetę. Poezja Federica Garcii Lorki w tłumaczeniu Leszka Engelkinga jest nie tylko okrutna, ale w swoim poetyckim obrazowaniu i rytmie – piękna. „Sto lat we wnętrzu noża” to jedna z powtarzających się w spektaklu fraz. Powtórzę – to niezwykły pomysł, by opowiedzieć biografię Lorki jego poezją jako rodzaj scenicznej baśni. Twórców przedstawienia obchodzi człowiek – jego marzenia i rozpacz, nadzieja i strach. Droga poety, jak i każdego z nas, wiedzie przez kolejne miejsca, etapy w podróży, w których nie ma drogowskazów, są tylko pytania oraz przemoc i okrucieństwo. Nie ma nadziei?


Jednak kiedy znika ostatni obraz sceniczny, staje się jasne, że dla katalońskiego artysty najważniejsze jest spotkanie i wspólne porozumienie. Poprzez sztukę – teatr i poezję – jest ono możliwe.


Joan Baixas, Zraniony jeleń. Samotność i radość słowami poezji i prozy Federica Garcii Lorki, scenariusz, reżyseria i scenografia: Joan Baixas, muzyka: Marcin Mirowski, Opolski Teatr Lalki i Aktora, prem. 22 września 2018.

225 wyświetlenia

info

Zarejestruj się - wkrótce!

© 2019 teatrologia.info

  • Facebook - Biały Krąg