Hubert Michalak / NIE TYLKO O TEATRZE


Fabularne opowieści o teatrze nie są częstym zjawiskiem. Być może teatr od środka jest miejscem zbyt skomplikowanym i tajemniczym, by dał się ująć w karby osobom, które w nim nie pracują. A i jego pracownicy mogą mieć kłopot z opisaniem skomplikowanej, wielotworzywowej materii tego medium, obejmującej nie tylko działalność artystyczną, ale i finansową czy administracyjną. Gdy już jednak powstaje dzieło opowiadające historię dziejącą się w teatrze, zwykle jest on pokazywany od strony artystycznej, do której dodaje się warstwę fabularną – intrygi, układy i inne, zazwyczaj ukrywane przed zewnętrznym okiem, nieco wstydliwe perypetie zakulisowe. Taką strategię obrali Monika Strzępka i Paweł Demirski w serialu Artyści czy – żeby sięgnąć w odleglejszą przeszłość – Władysław Reymont w Komediantce. Podobnie, choć na innych zasadach, zbudowane są Notatki starego aktora Władysława Krogulskiego.


Walorem opowieści teatralnych jest to, że ukazując fabułę muszą być ściśle przywiązane do swoich czasów. Konstrukcja narracji wiruje wokół dwóch punktów centralnych, które wzajemnie na siebie wpływają. Inne okoliczności napędzają działania Janki Orłowskiej (tytułowej komediantki), inne Marcina Koniecznego (dyrektora Teatru Popularnego w serialu Strzępki i Demirskiego). Nawet jeśli działania bohaterów i ich emocje są podobne, okoliczności się zmieniają. Stendhalowska koncepcja powieści – zwierciadła na gościńcu – zbiega się w tego rodzaju dziełach z Szekspirowską ideą teatru służącego naturze za lustro, obie współpracują na efekt ostateczny.


Krystyna Feldman swoją książkę napisała prawdopodobnie niedługo po zakończeniu II wojny światowej; notka redakcyjna na końcu powieści sugeruje, że mogły to być lata 1945–1946, gdy pracowała w Katowicach i należała do Klubu Pisarzy. Sugeruje to również treść powieści, skoncentrowana przede wszystkim na wydarzeniach, będących konsekwencją wojny, która ewidentnie minęła niedawno.


Motorem opowieści jest gęstniejąca relacja miłosna aktorów, Marty Zawiejskiej i Romana Mrowieckiego. To jednak związek ciemny i niepewny. Na przeszkodzie w jego urzeczywistnieniu stoi sytuacja życiowa Marty. Jej mąż, Władysław, z którym mają kilkuletnią córkę Ewę, zaginął na wojnie, zaś moralności aktorki i reduty dobrego imienia Władysława pilnuje jego zaborcza matka, prezesowa Zawiejska. Cała sytuacja nabiera intensywności, gdy okaleczony Władysław rzeczywiście powraca – i to tuż przed rozpoczęciem formalnej procedury, mającej na celu uznanie go za zmarłego. Wokół tych bohaterów snuje Feldman historię prób do Balladyny, drugoplanowe opowieści o aktorskiej biedzie, romansach, pijaństwie, o niedolach inspicjenta, reakcjach na powrót Władysława. Skomplikowany węzeł emocjonalny, w jaki uwikłała się Marta, pęcznieje – i nie ma dla niego jedynego właściwego rozwiązania.


Urodą i niewątpliwą zaletą tej historii są trafne spostrzeżenia psychologiczne autorki. Feldman wnikliwie i z czułością obserwuje swoich bohaterów i tylko do prezesowej Zawiejskiej wyraźnie nie żywi sympatii (choć pozwala czytelnikowi domyślać się powodów jej zachowania i uczciwie oddaje bohaterce głos na stronach powieści). Melancholia i niezdecydowanie Marty, żywiołowy temperament Romana i okaleczona wrażliwość Władysława zostały umiejętnie, precyzyjnie skontrastowane, a kontrast ten niesie powieść i pozwala uwierzyć w jej bohaterów – choć są oni nieco przestylizowani.

Ponadto autorka umiejętnie oddziela życie sceniczne od prywatnego swoich bohaterów, a gdy pozwala tym dwóm obszarom się spotkać, zawsze jest to spotkanie konfliktogenne i bogate w emocje – a więc wzbogacające opowieść.


Warto również spojrzeć na drobne uwagi i wątki, rozsypane po całej książce, które rysują atmosferę powojennego okresu w historii Polski bez epatowania nimi wprost. W znaczącym skrócie na przykład rysuje Feldman powojenne niedostatki: Marta udziela córce piekarza korepetycji z francuskiego, za które opłacana jest pieczywem, a nie pieniędzmi. Zabiegi Mrowieckiego wokół formalnego potwierdzenia śmierci męża Marty są z kolei ilustracją tego, jak ówczesne prawo polskie odpowiadało na ludzkie potrzeby. Codzienność powojenna, okrutna i trudna do wyobrażenia, w książce traktowana jest jak coś oczywistego, jak system, w którym bohaterowie żyją, nie oceniając go w żaden sposób. Uważnemu czytelnikowi w sposób szczególny zabrzmieć mogą sformułowania takie jak: „syn […] trzy lata siedział w Oświęcimiu” (s. 17), „Wierz mi, to po prostu się nie godzi być w Warszawie i nie brać udziału w powstaniu. Wszystko jedno, w AK czy w AL” (s. 92) „Gorzelak […] leczył jakieś uparte dolegliwości z Dachau” (s. 195). Bezpośredniość takich uwag rzucanych niekiedy w mało istotnej rozmowie, dla dzisiejszego odbiorcy może być szokująca, niewątpliwie jednak jest echem rzeczywistości wczesnego powojnia i jako taka jest fascynująca.


Nie znajdzie się w książce Feldman wielu informacji o kształcie przedstawień czy prób, niewiele można dowiedzieć się o stronie artystycznej teatru: istotniejsze jest wzięcie zaliczki czy znalezienie właściwej sukni w garderobie. Nie ma nawet jednego słowa o specyfice widowni, o tym, ilu widzów do teatru chodzi, o całej stronie administracyjnej. Krystyna Feldman w swojej powieści położyła nacisk przede wszystkim na historię rozdartej kobiety i dwóch mężczyzn obecnych w jej życiu, historię niewiarygodną, ale prawdopodobną. Dzięki temu historia może być interesująca tak dla teatromanów, jak i dla czytelników szukających w powieści konfliktów emocjonalnych.


Powieść urywa się w bardzo ciekawym momencie: Marta zmienia pracę, sytuacja między nią, jej mężem i Romanem Mrowieckim jest niezwykle napięta – i nie dowiadujemy się niczego więcej. Tropem pozwalającym domyślać się puenty konfliktu emocjonalnego jest jednak tytuł. Trawestuje on słowa wypowiedziane przez majora Zawiejskiego do żony: „Często w czasie wojny […] widziałem [...] ciemne, przyczajone miasta, […] doznawałem wtedy dziwnego uczucia… że już nigdy chyba nie będzie jasno i bezpiecznie […] I widzisz, Marto, skończyła się ciemność […]. Czas i u nas, w naszym domu, zapalić światła, bez obawy, jedyna, bez lęku, że zgasną” (s. 134). Sugeruje to, jak się wydaje, że ostatecznie zwyciężą tradycyjne wartości i docenione zostanie życie rodzinne – choć kosztem ogromnego cierpienia trojga uwikłanych w opowieść bohaterów.


Krystyna Feldman, Światła, które nie gasną, Wydawnictwo Miejskie Poznania i Teatr Nowy im. T. Łomnickiego w Poznaniu, Poznań 2016.

69 wyświetlenia

info

Zarejestruj się - wkrótce!

© 2019 teatrologia.info

  • Facebook - Biały Krąg