Jagoda Hernik Spalińska / PAULINA

Aktualizacja: lut 6


Gdy pędziłam w Ameryce beztroski żywot pani domu, miałam dużo czasu i bardzo chętnie spędzałam go przed telewizorem. Oprócz licznych seriali, które oglądałam, i powtarzanych wtedy filmów z Jerrym Lewisem, którego po pierwszym odruchu niechęci zaczęłam wręcz uwielbiać, bardzo lubiłam cykliczny program Inside the Actors Studio. W programie tym, kręconym w rzeczonym Actors Studio w New School University w Nowym Jorku, znany pisarz, aktor i dziekan Actors Studio Drama School, James Lipton, zapraszał do rozmowy, w obecności studentów, znanego twórcę filmowego. I właśnie jedno takie spotkanie przypomniało mi się ostatnio. Gościem był Richard Dreyfuss. Lipton zapytał go, co pomyślał, gdy został nominowany do Złotego Globu po swojej roli w American Graffiti w wieku zaledwie dwudziestu kilku lat. Dreyfuss na to odpowiedział, że pierwsze, co pomyślał, to „Za wcześnie”, i że to się potwierdziło.

Przypomniała mi się ta rozmowa ostatnio, gdy w Teatrze Studio oglądałam Romea i Julię Shakespeare’a w reżyserii Michała Zadary. Reżyser obsadził w rolach tytułowych dwoje gimnazjalistów. Myśl, że Julię powinna zagrać piętnastoletnia aktorka, wyraził kiedyś Adam Hanuszkiewicz, ale na szczęście planu tego nie zrealizował. Dlaczego na szczęście? Ano, bo to za wcześnie, by młoda osoba grała główną rolę w teatrze zawodowym, w stolicy, u znanego reżysera. Tego typu sytuacja stanowi dla takiego nastolatka poważne niebezpieczeństwo. Co innego, gdyby grał, czy grała, taką rolę w teatrze szkolnym, czy w jakimś domu kultury, wśród rówieśników. „Nie igra się z miłością”, ale i nie należy igrać z młodością.


W spektaklu Zadary młodzież gra z młodymi aktorami Teatru Studio. Inni – Wojciech Malajkat i Barbara Wysocka – wcielający się w rodziców Julii, grają tylko na filmie (nakręconym we wnętrzach i przypominającym program telewizyjny Dlaczego ja?), więc nie będą co wieczór konfrontować się z publicznością oglądającą to przestawienie, ani wspomagać na co dzień współgrających z nimi gimnazjalistów w ich ewentualnych problemach wynikających z sytuacji, w jakiej zostali postawieni.


Młody człowiek w mediach, czy w teatrze, to specjalna sytuacja, nawet gdy jest to profesjonalny aktor. Wszyscy znają problem recenzentów, gdy chcą pochwalić bardzo młodego aktora, tuż po szkole teatralnej, albo jeszcze w trakcie studiów, jak ważą wtedy słowa, by zbytnimi zachwytami nie popsuć tej bardzo delikatnej materii. Ponieważ sukces czasem bardziej niszczy niż porażka, która mobilizuje. Kariera powinna rosnąć wraz z odpornością – odpornością na sukces i na porażkę, na pokazywanie się przed ludźmi, na utratę anonimowości, na rosnący krytycyzm do samego siebie, który potrafi wymknąć się spod kontroli, gdy jest skutkiem zbyt szybkich sukcesów. Jeśli niewypracowany ciężką pracą sukces spotka osobę nieprzygotowaną – tylko szczęście może młodego człowieka uchronić przed kłopotami. Historia Pauliny Młynarskiej dobrze to pokazuje i wcale mi nie chodzi o jej ostatnią wypowiedź o Andrzeju Wajdzie. Chociaż inna sprawa, że nie wiadomo, czy reżyserzy, zachęceni przykładem Zadary, nie zaczną zatrudniać do głównych ról gimnazjalistów i przesuwać granicy zadań aktorskich. W naszym teatrze, gdzie o nowe przekroczenia coraz trudniej, bo większość została już wykorzystana, wszystkiego można się spodziewać.


Kolejna sprawa to problem wiążący się z oceną takiego spektaklu. Czy recenzent ma pisać, co myśli o grze młodych ludzi szczerze, czy powinien brać pod uwagę, że nie są to profesjonalni aktorzy, których szkoła przygotowuje również do przyjmowania krytyki? Póki co recenzji z tego spektaklu prawie nie ma, mimo że od premiery minęło ponad dziesięć dni, a modny reżyser może przecież liczyć na recenzje w pierwszej kolejności.


PRZECZYTAJ POPRZEDNI FELIETON Z CYKLU "NA SKRZYŻOWANIU"


PRZECZYTAJ NASTĘPNY FELIETON Z CYKLU "NA SKRZYŻOWANIU"

182 wyświetlenia

info

Zarejestruj się - wkrótce!

© 2019 teatrologia.info

  • Facebook - Biały Krąg