Jarosław Komorowski / POSTRASZYĆ MAKARENKĄ


Wędrując po okolicach ukraińskiej Połtawy, głównie śladami wielkiej bitwy z 1709 roku, w pobliżu wsi Kowalewka, jakieś dwadzieścia kilometrów od miasta, natknąłem się na tablicę-drogowskaz z napisem „Muzeum-rezerwat im. Antona Siemionowicza Makarenki”. Trzy kilometry dalej przez bramę wjechałem na teren uwiecznionej w trzytomowym utworze Poemat pedagogiczny (1933–1935) kolonii im. Maksyma Gorkiego, „wzorcowej instytucji dla małoletnich przestępców”, w 1920 roku założonej, a potem opisanej przez teoretyka i praktyka „wychowania komunistycznego”. Wszystko na swoim miejscu: „czerwony dom” i „biały dom”, zabudowania gospodarcze, nawet przystań nad rzeką. Od razu przypomniałem sobie piosenkę z radiowej szopki na Nowy Rok 1964, w której jednym z bohaterów był odrażający Chuligan, takimi oto słowy – na melodię „A mnie jest szkoda lata” – komentujący nowe, zaostrzone prawo karne:

„Dostałem cztery lata, a jeszcze przed miesiącem

Bym przed orzekającem kolegium stał.

Kolegium – dobry tata – skarciłby miękką ręką,

Postraszył Makarenką, i na tym ciao!”


Zasłyszana w dzieciństwie zwrotka dziwnie utkwiła mi w pamięci, pewnie i dlatego, że bardzo byłem ciekaw, co to za straszydło ta „Makarenka”, a nikt z dorosłych jakoś nie kwapił się z wyjaśnieniem. Schowałem więc wycinek z tygodnika „Radio i Telewizja” – i mam go do dziś. Wiele lat później przeczytałem Poemat pedagogiczny, zresztą napisany prozą (po polsku to w sumie 797 stron, trzecie wydanie z 1949 miało nakład stutysięczny) – i uważam, że przez dzieło Makarenki przebrnąć powinien każdy, kto chce lepiej poznać mentalność „budowniczych komunizmu”. A jeśli ktoś interesuje się bądź zajmuje teatrem – to już koniecznie.


Przejdźmy zatem do spraw dotyczących nas bezpośrednio. W Makarenkowskiej kolonii w ramach wychowania przez kolektywną pracę jest miejsce i na działalność kulturalną zgodną z zasadami ogólnymi. Powstaje więc teatr, grywający dla okolicznych mieszkańców i traktowany ze śmiertelną powagą: „Zgodnie z postanowieniem rady dowódców uważać pracę związaną z widowiskami za taką, która obowiązuje każdego kolonistę” (A. Makarenko, Poemat pedagogiczny, Warszawa 1949, t. II, s. 50). Widownię dobiera się starannie – reakcją na niewłaściwy skład socjalny publiczności („dwie córki popa, a ile popich żon, sklepikarzy, kułaków” – s. 48) jest zmniejszenie przydziału biletów dla mało czujnej wsi. Metoda ściśle realistyczna – z posiłkami włącznie:

„Jeżeli na scenie spożywano kolację, to spożywano naprawdę, bez żadnego udawania. […] aktorów w takich chwilach gra porywała tak bardzo, że przestawali zwracać na mnie uwagę, przeciągając scenę do tej chwili, kiedy na stole nic już nie pozostawało” (s. 57).


Poświęcony teatralnej działalności rozdział 4. tomu II Poematu pedagogicznego stanowi wśród literackich teatraliów perełkę szczególnie osobliwą. Kilka najcelniejszych wyimków winno zaprezentować go dostatecznie, choć lektury całości nie zastąpi:


„Na widowni stało kilkadziesiąt rzędów ławek, nieogarniony bezmiar miejsc, niezwykłe pole kultury, na którym należało tylko siać i żąć. […] W ciągu sezonu zimowego wystawiliśmy koło czterdziestu sztuk. Nie uganialiśmy się przy tym za jakimś lżejszym repertuarem, lecz wystawialiśmy jedynie poważne cztero-pięcioaktowe sztuki, dublując zwykle repertuar teatrów stołecznych” (s. 46–47).


„Z początku wstęp do teatru był wolny, ale wkrótce nastał czas, kiedy sala teatralna nie mogła pomieścić wszystkich i wtedy wprowadzono bilety, z góry wydawane komórkom komsomolskim, Radom Wiejskim i naszym specjalnym pełnomocnikom. […] Nagle spostrzegliśmy, że teatr – to nie nasza rozrywka ani zabawa, ale nasz obowiązek, niezbędny podatek społeczny” (s. 48–49).


„Na radzie dowódców uchwalono: żadnych kółek dramatycznych, wszyscy mają pracować i koniec. […] Była to rzeczywiście reforma. Kółka dramatyczne to przecież organizacja dobrowolna, w której przeważa pewna skłonność do zbędnego demokratyzmu, w której zmieniają się członkowie, w której wiecznie wre walka smaków i upodobań. Jest to szczególnie widoczne w momencie wyboru sztuki i podziału ról. […]


Postanowienie […] zostało przyjęte przez społeczność kolonijną jak sprawa sama przez się zrozumiała […] Teatr na kolonii to takie samo zagadnienie jak gospodarstwo rolne, jak remont, jak porządek i czystość w mieszkaniach. […] Zwykle na niedzielnym posiedzeniu rady dowódców komunikowałem, jaką sztukę wystawimy następnej soboty i jacy koloniści są pożądani w roli artystów. Wszystkich tych kolonistów zaliczano od razu do szóstego oddziału zespołowego „A” i wyznaczano spośród nich dowódcę” (s. 50–51).


Mając zaledwie sześć dni na przygotowanie spektaklu, oddział szósty z miejsca brał się do konkretnej roboty – na lekturę Manifestu komunistycznego czasu raczej nie było… Rezultaty artystyczne Makarenko oceniał pozytywnie:


„Trzeba przyznać, że graliśmy nienajgorzej, wielu widzom z miasta podobały się nasze przedstawienia. Staraliśmy się grać kulturalnie, nie szarżowaliśmy, nie przystosowywaliśmy się do gustów publiczności, nie uganialiśmy się za tanim sukcesem” (s. 57).


Jeśli rzeczywiście – leninówki z głów.


Życzę Państwu w nowym sezonie wstrząsających doznań teatralnych


Jarosław Komorowski


PRZECZYTAJ POPRZEDNI FELIETON Z CYKLU "OKRUCHY W SIECI"

35 wyświetlenia

info

Zarejestruj się - wkrótce!

© 2019 teatrologia.info

  • Facebook - Biały Krąg