Jarosław Komorowski / MAGIA SCENY

Aktualizacja: 18 wrz 2019


Z magią sceny jest jak z miłością u Barei – często mówi się (także w telewizji), że jest coś takiego – magia sceny. Tyle że w odróżnieniu od miłości ona jest naprawdę. Ta magia. Wie o tym każdy, kto ze sceną – od tamtej strony rampy – zetknął się choćby na krótko. To magia sprawia, że w dużej, otwartej, oświetlonej przestrzeni, na oczach setek ludzi dziać się mogą rzeczy, o których ludzie owi – widzowie nie mają pojęcia, bo ich nie widzą i nie słyszą zupełnie. W tym sztuka. I niekoniecznie muszą to być starannie przygotowane aktorskie żarty, obliczone na zaskoczenie kolegów (bywa jeszcze coś takiego w naszej postteatralnej post-rzeczywistości?). Niekiedy życie przerasta kreację, stwarzając nieoczekiwany spektakl dla wszystkich, sprawiedliwie. Uwieczniony w teatralnej anegdocie, może on potem trwać jak preparat dawno minionych czasów i emocji – oraz nieprzemijającej magii.


1 grudnia 1832 roku w numerze 48 lwowskie pismo „Rozmaitości” przedrukowało zaczerpniętą z jakiejś paryskiej gazety Anegdotę o Talmie (z francuskiego). Oto wielki tragik François Joseph Talma grał podczas gościnnych występów na prowincji rolę Wielkiego Mistrza w tragedii Josepha Mariusa Raynouarda Templariusze (premiera Paryż 14 V 1805). I nagle, w kulminacyjnej scenie ostatniego aktu, gdy bohaterowie, skazani przez Filipa Pięknego, gotują się na śmierć, spostrzegł obok siebie templariusza-statystę


„z twarzą najszkaradniejszą, jaką sobie tylko wyobrazić można, z ustami aż do uszów przeciągnionymi, z wielkim długim nosem i oczyma, z których jedno patrzało na parter, gdy tymczasem drugie skierowane było ku świecznikowi w górze. Talma stracił odwagę, mniemając, że całe wrażenie tragedii zepsute będzie; stając tymczasem z rękoma ku niebu wzniesionymi i ze wzrokiem spokojnym, gdy zdawał się w tej chwili być podobnym do owego człowieka z nieugiętą duszą, który widząc świat zapadającym się, zachwiać się nie jest zdolny, zawołał, nie zmieniając bynajmniej swojego stanowiska, z cicha, lecz z gniewem na dyrektora trupy:


Panie Bernard!


Pan Bernard stał niedaleko Talmy, miał ręce na krzyż założone, modlił się do Boga i wraz z innymi templariuszami przygotowywał się na śmierć ogniową, odrzekł jednak:


Co waćpan rozkazujesz, panie Talma?


Talma mówił tymczasem dalej:


Niech ogień śmierci wkoło nas srożeje!

Niech miecz morderczy zawiśnie nad nami!

Ja jestem gotów! a wy, przyjaciele?

Cóż to za potwora po prawej stronie koło mnie, którą za człowieka przebrano? Jak waćpan mogłeś taką figurę koło mnie postawić?


Bernard: Żałuję mocno, panie Talma.


Talma (jako Wielki Mistrz):


Tak, poznaję was!

Dzięki Ci za to, Boże. że nam serca nasze

Napoiłeś odwagą, większą niż nieszczęścia!


Bernard (ze łzami w oczach, ze spuszczoną głową, pełen wewnętrznej pociechy):


Prawda, że bardzo brzydki; jest to farbiarz z tego miasta, imieniem Flamand, który wystąpił z miłości dla sztuki. Nie miałem wielu figurantów, musiałem przeto…


Talma:


Bóg chce okazać światu przykład niesłychany,

Oto są wojownicy, którzy wiary bronią,

Co strzegą świątyń Pańskich…

Powiedz mu waćpan, ażeby się oddalił.


Bernard (do farbiarza, nie patrząc na niego): Proszę się oddalić.


Wszyscy statyści oddalają się, zamiast otaczać Wielkiego Mistrza. Pełen gorliwości i uniesienia obraca się Talma do rycerzy i woła:


O, wy, godni rycerze!

Gdzie się ci osły podzieli?


Bernard (do statystów): Ta chodźcież, do licha!


Statyści powracają w tłumie, a farbiarz z wielkim czerwonym nosem na ich czele.


Talma:

Bracia! Życie nasze

Prędzej czy później wzięte nam zostanie,

Przeto niebezpieczeństwa błogosławcie w duszy…

(do farbiarza) Niech waćpana licho porwie! Idź mi waćpan z oczów, oddal się ode mnie!

Bo przez nie Bóg nam drogę do siebie wskazuje!

Patrzcie, ani krokiem się nie ruszy.

Lecz mamże waszą stałość zasmucać, rycerze…

Schowaj się waćpan za innych.


Farbiarz: Uważaj waćpan sam, że nie mogę się za innych schować, bo jestem najlepiej ubrany.


Talma: Idź do diabła, głupcze.

Przyjaciele!


Farbiarz: Kark waćpanu skręcę, ty wielki artysto, jak mi jeszcze słowo powiesz.


Talma (ściskając go): A ja waćpana za drzwi wyrzucę.

O przyjemna nadziejo! O śmierci chwalebna!

Wprost wszyscy z rusztowania pójdziemy do nieba!

I podczas tej całej sceny publiczność zalewała się łzami”.

Czego i Państwu – w teatrze – życzę

Jarosław Komorowski


PRZECZYTAJ POPRZEDNI FELIETON Z CYKLU "OKRUCHY W SIECI"


PRZECZYTAJ NASTĘPNY FELIETON Z CYKLU "OKRUCHY W SIECI"

80 wyświetlenia

info

Zarejestruj się - wkrótce!

© 2019 teatrologia.info

  • Facebook - Biały Krąg