Karolina Rychter i Joanna Szumańska / EUROPA PO POLSKU: DON KICHOTE W TEATRZE POLSKIM

Aktualizacja: 17 maj 2019

”Sam przypomina znak: wygląda jak chuda, cienka litera,

która wypadła wprost z niedomkniętej książki”.

M. Foucault, Słowa i rzeczy


Scena przygotowana do wyreżyserowanego przez Szymona Kuśmidra słuchowiska Don Kichote, zrealizowanego przez Teatr Polski w Warszawie we współpracy z 2 Programem Polskiego Radia, otwierała się przed widzami szarością pustego wnętrza. W tym monochromatycznym wnętrzu dominantami wizualnymi były zbroja ustawiona pośrodku i armata z prawej strony. Minimalistyczna scenografia stanowiła doskonałą przestrzeń do żywiołu gry aktorskiej, a przedmioty umieszczone jako dekoracje zapowiadały świat pełen znaczeń z powieści Cervantesa. Aktorzy, czytając fragmenty powieści, wykorzystali oprócz głosu, swoje ciała. Ich ruch w stwarzaniu postaci był zdecydowany.


Postaciami najbardziej poruszającymi - w sensie dosłownym i przenośnym – były Don Kichote, którego doskonale odegrał Mirosław Zbrojewicz i Sancho Pansa grany przez Zbigniewa Zamachowskiego. Aktorzy ukazali relacje między sługą i błędnymrycerzem. Z wyczuciem wykorzystali umiejętności aktorskie, które wywoływały uśmiech i melancholię. Ich Don Kichote i Sancho Pansa wzbudzali naszą sympatię i empatię.


Czytając wielokrotnie Don Kichota z Manczy, zarówno w przekładzie Anny i Zygmunta Czernych, jak i Wojciecha Charchalisa, czułyśmy ironiczny humor Cervantesa. Dostrzegłyśmy go również w Teatrze Polskim. Don Kichote rozśmieszał swoimi przygodami, których poszukiwanie polegało na szukaniu podobieństwa i analogii. Sam uważając, że demaskuje rzeczywistość, zakładał jej nowe maski.


Ale jak dzisiaj odczytywać Don Kichota, skoro to postać, która nie pochodzi ze świata, który pragnie naprawiać, którą podobieństwa oszukują i doprowadzają do niepoczytalności? Sam przecież bohater stwarza siebie na nowo za każdym razem w twórczym akcie. Jak odczytywać tak indywidualną jednostkę po II wojnie światowej, gdy ideały łatwo przechodzą w ideologię? Zastanawiające jest, jak to wpływa na dzisiejszy odbiór wizerunku rycerza o smętnym obliczu. Nam przychodzi na myśl praca, którą wykonał Francisco de Goya na początku XIX wieku. Rysunek wykonany szarobrązowym tuszem na papierze ukazuje Don Kichote’a siedzącego przy stole, zaczytanego w księgach rycerskich, gdy nad jego głową budzą się demony. Obiekt znajduje się w kolekcji The British Musem i jest datowany na lata 1812–1820 (nr inw. 1862,0712.188).



Szkic Goyi doskonale ilustruje centralne problemy niejednoznacznej, otwartej na niezliczone interpretacje (i dlatego przez krytyków np. przez Harolda Blooma uznawanej za genialną) powieści Cervantesa, jakimi są literatura, fikcja, szaleństwo. To czy Don Kichote jest szalony i na czym polega jego szaleństwo, co mówi ono o otaczającym go świecie, stanowiło przedmiot namysłu filozofów, poetów i psychologów. Niezależnie od tego, czy tak jak romantycy będziemy widzieli w Don Kichocie bohatera, który nie godzi się na szarą i wyznaczoną przez niebłagalną konieczność rzeczywistość i kreuje własne światy, czy będziemy go odczytywali poprzez figurę błazna, to w kontekście performatywnego czytania w Teatrze Polskim warto zwrócić uwagę przede wszystkim na ogromną moc książek i literatury. Oraz na historię samej powieści Cervantesa.


W niezwykle ciekawej książce The Man Who Invented The Fiction William Egginton, filozof i krytyk literacki, w bardzo ładny i przemawiający do wyobraźni sposób przedstawia moment pojawienia się opowieści o przygodach Rycerza Smętnego Oblicza oraz jej nowatorstwo. Otóż zimą 1605 w odczuwającym pierwsze zaczątki kryzysu imperium hiszpańskim nagle wszyscy zaczynają mówić o książce – jest to temat numer jeden, każdy chce ją przeczytać. Nakład szybko zostaje wyczerpany, podaje się ją sobie z rąk do rąk. A ci, którzy sami nie potrafią czytać, zbierają się na rynkach miasteczek, w gospodach i w tawernach i słuchają kogoś, kto czyta powieść na głos.


Egginton opisuje, jak słuchacze, którzy początkowo traktowali to, co się im czyta jako czystą rozrywkę – satyrę, która ma wywoływać śmiech, czyli coś do czego byli przyzwyczajeni, zaczęli sobie uświadamiać, że mają do czynienia z czymś więcej i że to coś ich wciąga, i sprawia że chcą ciągle słuchać. Według Eggintona, kluczowym momentem w dziele Cervantesa jest słynna scena potyczki z wiatrakami – jest ona przełomowa, bo w niej ujawnia się szczególnego rodzaju stosunek Sancza do Don Kichota: nie może mieć on już złudzeń co do tego jak bardzo na bakier z rzeczywistością jest jego pan, a mimo to ani nie reaguje śmiechem czy szyderstwem, ani nie ucieka. Zachowuje się niezwykle empatycznie: pomaga Don Kichotowi się podnieść i, przyjaźnie rozmawiając, rusza wraz z nim na spotkanie kolejnej przygody. Na późniejszych kartach powieści Sanczo powiada, że gdyby był mądrym człowiekiem, dawno temu opuściłby Don Kichota. To, że Sanczo zostaje z Don Kichotem, to coś więcej niż przywiązanie prostego człowieka. Sanczo zresztą szybko przestaje być prosty, albo też nigdy taki nie był, w każdym razie poprzez nieustanne rozmowy zarówno Sanczo, jak i Don Kichote stają się lepszymi i ciekawszymi ludźmi. Zaciera się też dychotomiczny podział pomiędzy idealistą Don Kichotem i realistą Sanczem.


Na tym polega właśnie mądrość wynalazku Cervantesa, mądrość powieści – nic nie jest proste i jednoznaczne, wszystko jest dużo bardziej skomplikowane i zniuansowane niż się to wydawało teologom i filozofom – domaga się empatii i zrozumienia.


Kolejną ważną cechą fikcji, na którą zwraca uwagę Egginton, jest to, że pozwala nam ona wyzwolić się od siebie samych, pozwalając jednocześnie pozostać tym, kim jesteśmy – pozwala nam się znaleźć w innych miejscach, spojrzeć na świat oczami innych ludzi. Dlatego właśnie fikcja jest czymś tak urzekającym, dlatego właśnie ludzie w XVII wieku słuchali w takim skupieniu czytanego na głos Don Kichota. Dlatego wreszcie niektórzy z nas – tak jak bohater Cervantesa –się w niej zatracają. Zatracają albo też – jeśli spojrzeć na to inaczej – dzięki niej dokonują autokreacji i stają się indywidualnościami.


Bardzo charakterystyczny jest koniec powieści Cervantesa: Don Kichot wyrzeka się szaleństwa: ,,Mam już sąd swobodny i jasny, wolny od ciemnych oparów ignorancji, jakimi okryło go ustawiczne rozczytywanie się we wstrętnych księgach rycerskich . Widzę teraz ich brednie i kłamstwa i ciężko mi jeno, że to rozczarowanie przyszło tak późno i nie stanie mi czasu, aby zło odrobić, czytając inne książki, które są światłem duszy” (M. Cervantes, Przemyślny szlachcic Don Kichote z Manczy, przekł. A. L Czerny i Z. Czerny, Warszawa 1986, t. II, s. 453). Wkrótce potem umiera, tak jakby bez szaleństwa nie mógł istnieć, być sobą. Większość interpretatorów – z wyjątkiem np. René Girarda, który widzi w tym idealny, charakterystyczny dla klasycznej powieści epilog – raczej postrzega ten powrót do poprawnej normalności jako gorzki. Dobrze to oddawało czytanie w Polskim: z ust Balwierza, Plebana, Siostrzenicy pada słowo ,,umarł” i zalega cisza – zamierają głosy, zamierają rozmowy, zamierają opowieści, zamiera śmiech.


108 wyświetlenia

info

Zarejestruj się - wkrótce!

© 2019 teatrologia.info

  • Facebook - Biały Krąg