Magdalena Mikrut - Majeranek / WAMPIR DRZEMIE W KAŻDYM Z NAS. WYPUŚCISZ GO?


foto. Jeremi Astaszow

Wojna polsko-polska trwa: Kura z kłami atakuje instamatkę, „Matka – Polka” porzuca dzieci ratując się przed atakiem wyimaginowanego potwora, a poliamorystka odrzuca oświadczyny pod kebabem. Wampir budzi się w każdym z nas, inicjując walkę z wewnętrznymi demonami. To wszystko to zaledwie namiastka tego, co dzieje się na scenie Teatru Miejskiego w Gliwicach, gdzie w sobotę, 29 lutego, odbyła się premiera spektaklu Wpuść mnie. Dokądkolwiek pójdziemy, będzie szedł za nami.


Wpuść mnie to intelektualna bomba z opóźnionym zapłonem. Agata Biziuk, reżyserka teatralna, dramatopisarka i autorka scenariusza biorąc na warsztat olbrzymie bogactwo wątków: historycznych, socjologicznych, psychoanalitycznych i popkulturowych, zmierzyła się z materią z gruntu trudną. Owoc jej pracy to dzieło niejednorodne i niełatwe, a jego sceniczne wystawienie to przejaw odwagi całego zespołu. Czy naszpikowane filozoficzną narracją dzieło przypadnie do gustu śląskiej publiczności? Czas pokaże. Na spektakl niewątpliwie pójść trzeba, a wychodzić przed czasem najzwyczajniej nie wypada, bo finał odsłania jego sedno.


Biziuk eksperymentuje ze słowem, dźwiękiem, obrazem. Narrację cechuje realizm magiczny. Dramatopisarka kluczy między popukulturowymi wątkami, legendami, mitami i lokalnymi opowieściami. Odsłaniając historie poszczególnych bohaterów, przedstawia dramat istnienia. Postacią centralną w spektaklu jest wampir – słowiański stwór wysysający ludzką krew, ale i personifikacja ludzkich lęków. Drzemie on w każdym z nas, ale wejść (w)do nas może jedynie po zaproszeniu z naszej strony, stąd też tytuł sztuki. Tekst naszpikowany jest intertekstualnymi nawiązaniami, inteligentnymi dialogami, ciętymi ripostami, odwołaniami do aktualnych wydarzeń (ruchu #MeToo czy wszechobecnej dziś obawy przed wirusem, społeczeństwa „always on” – nieustannie zanurzonego w wirtualnej sieci), ale nade wszystko stanowi on diagnozę współczesnego społeczeństwa. Biziuk niczym detektyw tropi i piętnuje ludzkie przywary. Krążąc w labiryncie ludzkiej psychiki próbuje wyjaśniać pobudki i motywacje, jakimi kierują się współcześni obywatele świata.


Atmosferę tajemniczości, napięcia udało się stworzyć dzięki nastrojowej muzyce Piotra Klimka, scenografię przygotował Paweł Brajczewski, a kostiumy - Marika Wojciechowska. Nie bez znaczenia jest tu też demoniczna charakteryzacja. Istotnym akcentem, który dynamizuje spektakl, jest choreografia ułożona przez Annę Sawicką-Hodun. Sceniczna akcja została poszatkowana dobrze zaśpiewanymi i zatańczonymi wstawkami musicalowymi. Olbrzymim walorem przedstawienia są efekty specjalne, w tym mapping, wykreowane dzięki umiejętnej reżyserii światła (Maciej Iwańczyk) oraz projekcjom video w czasie rzeczywistym, za które odpowiada Marcin Fischer.


Na deskach gliwickiego teatru zobaczymy, jak zwykle niezawodną, Karolinę Olgę Burek (Karolina), człowieka-kameleona Przemysława Chojętę (Piotr), króla gliwickiej komedii - Mariusza Galilejczyka (Kacper), Cezarego Jabłońskiego (Bard), Aleksandrę Maj (Maria), Ewelinę Stepanczenko-Stolorz (Kasia) oraz Błażeja Wójcika (Narrator) – przypominającego do złudzenia psychoanalityka leczącego swych pacjentów na kozetce. Wśród aktorów gliwickiego teatru pojawiła się też nowa twarz. To Mateusz Trzmiel, wcielający się brawurowo w rolę Wampira.

Stylizowana na postapokaliptyczną narracja odnosi się do lokalnej historii. Pojawiają się tu m.in. nawiązania do sprawy Zdzisława Marchwickiego, czyli słynnego Wampira z Zagłębia, seryjnego mordercy skazanego na karę śmierci za zabójstwa 14 kobiet i usiłowanie zabójstwa kolejnych 7. Fabuła nie rozwija się liniowo, a warstwa dramatyczna zawiera wiele retrospekcji. Wraz z rozwojem akcji kolejni bohaterowie odsłaniają tłumione i spychane do nieświadomości wydarzenia, które wywarły olbrzymi wpływ na ich życie. Tym samym poznajemy różne oblicza współczesnego „wampiryzmu”. Wszystko utrzymane jest w onirycznej konwencji, w której metafizyka miesza się z ironicznym realizmem.


Przedstawienie łączy elementy demonologiczne i historyczne. Należy wspomnieć, że demonologia stanowi wytwór człowieka, którego bogata wyobraźnia powołała do istnienia szereg monstrualnych istot, iluzorycznych wyobrażeń, mający za zadanie tłumaczyć rozmaite prawdy, objaśniać zjawiska atmosferyczne czy eksplikować chorobliwe typy psychiczne, patologie społeczne czy stany chorobowe. Jak zauważa Miodrag Bulatvić, ludzkość nie potrafi żyć bez wampira. Kimże jednak jest wspomniana istota? Pradawnym demonem czy eksterioryzacją kłębiących się w nas lęków i niepokojów? To figura, która została z powodzeniem zaadaptowana przez kulturę popularną, a kariera, jaką wampir zrobił jest oszałamiająca! Mit wampira pojawiał się już w tradycji greckiej i rzymskiej, lepiej znamy go jednak z przedchrześcijańskich wierzeń Słowian. Jednakże w triumfalny pochód w strefę popkultury rozpoczął się dopiero w XIX wieku, kiedy stał się bohaterem popularnej powieści irlandzkiego pisarza. Nastąpiła metamorfoza demona. Z biegiem lat jego wizerunek ewoluował, a ludzkość oswajając dawne lęki, ubrała wampira w nowe szaty, czyniąc bożyszczem nastolatek, bo czyż Edward ze Zmierzchu nie jest obiektem pożądania młodych dziewczyn na całym globie?


Temat wampiryzmu jest dobrze znany dramatopisarce, która stworzyła gliwicką opowieść, bowiem już w 2013 roku zrealizowała w Poznaniu spektakl Dr@cula. Vagina dentata, choć poruszał zupełnie inne wątki. Punktem wyjścia opowieści o dzisiejszym człowieku stały się groby wampiryczne, należące do członków społeczeństwa, którzy zostali odrzuceni z różnych względów. Dziś, za sprawą gliwickiej sztuki odzyskali głos, a ich historie w gruncie rzeczy niewiele różnią się od naszych.


Kanwą do jego stworzenia były prawdziwe wydarzenia sprzed kilku lat. Akcja rozgrywa się w Gliwicach, w schronie, który okazuje się być w rzeczywistości kryptą ulokowaną na jednej z tutejszych nekropolii. Przypomnijmy, że w lipcu 2013 roku na budowie Drogowej trasy Średnicowej przebiegającej w pobliżu skrzyżowania ulicy Jagiellońskiej i Dworcowej w Gliwicach, dokonano sensacyjnego odkrycia. Odkryto cmentarz, który nie figuruje w miejskich rejestrach. Archeolodzy badając 44 grobów odnaleźli 17 szkieletów wskazujących na praktyki antywampiryczne.


Jak się okazuje, szkielety gliwickich „wampirów” spoczywały w ziemi w niecodziennym ułożeniu. Ich głowy zostały oddzielone od tułowia i umieszczonymi w nogach. Oceniono, że znalezisko pochodzi z XVI lub XVII wieku i ulokowano je poza murami miejskimi. Spoczęły tam zatem osoby wykluczone ze społeczeństwa. Dlaczego niektóre szkielety pozbawione zostały głowy? Jak wyjaśniają historycy, w wiekach średnich taki wyrok czekał osoby, które dopuściły się kradzieży, cudzołóstwa, grabieży czy morderstwa. Sprawę tę wyjaśniają badacze w publikacji Odrzuceni przez społeczeństwo. Na temat nietypowych pochówków znalezionych w latach 2011-2013 na budowie gliwickich odcinków Drogowej Trasy Średnicowej, wydanej nakładem gliwickiego Muzeum. Opisana powyżej historia starła się pretekstem do sięgnięcia w głąb ludzkiej natury i zanurzenia się w filozoficzno-mistycznej narracji. Wampir bowiem zrobił zawrotną karierę w popkulturze przeradzając się z potwora w amanta. Oswojony, udomowiony pradziejowy lęk to dziś wdzięczny bohater licznych narracji. Współczesny wampir energetyczny, wirtualny troll, prześladowca działający z ukrycia w sieci.


Bohaterowie spektaklu zamknięci są w schronie. Reprezentują różne środowiska, zawody, poglądy. To polskie społeczeństwo w miniaturze. Każdy skrywa jakiś sekret, który prędzej czy później musi ujrzeć światło dzienne. Do uwolnienia wewnętrznych demonów następuje podczas zamknięcia w azylu. Choć miał ich chronić, paradoksalnie staje się areną, na której odbywa się wzajemna demaskacja. Bunkier to zaledwie jeden z wielu symboli, jakim operuje dramatopisarka. To metafora zamknięcia – tego wewnętrznego umiłowania do interioryzacji uczuć i emocji oraz zewnętrznego grodzenia się, zamykania osiedli, miast, wnoszenia murów, barykad… jakże typowe dla współczesnego społeczeństwa Sieci.


Ewolucję przechodzą nie tylko bohaterowie, ale i sam wampir, który podlega także metamorfozie zewnętrznej, odsłaniając kolejne etapy oswajania „żywego trupa” przez ludzkość. Począwszy od wizerunku znanego z kultowego, ekspresjonistycznego filmu Nosferatu – symfonia grozy Friedricha Wilhelma Murnaua, będącego ekranizacją powieści Dracula Brama Stokera poprzez kultowy Wywiad z wampirem Neila Jordana, czy polski film Anna i Wampir Janusza Kidawy. Dramatopisarka posiłkuje się także dziełem Marii Janion – Wampir. Biografia symboliczna.


Metamorfozie podlega też scenografia, stworzona z elementów modułowych – kontenerów. Zabawa formą obecna jest także w warstwie wizualnej, kiedy w scenie zaręczyn pod kebabem zestawiono obraz (wizualizację) kobiety tańczącej na rurze z wizerunkiem grillowanych na rożnie kurczaków. Jest i muzyka grana na żywo przed wędrownego barda – bezdomnego komentatora wydarzeń.


Bogactwo treści, środków i typów ludzkich. Wpuść mnie to wielowymiarowe dzieło operujące metaforą, metonimią i humorem. Dramat łączy się tu z musicalem, czarną komedią ale i… liryką Mickiewicza. Patchworkowy konstrukt splata absolutnie wszystko, co w jakiś sposób łączy się z figurą wampira. To kurs kulturoznawstwa w pigułce. Wydawać by się mogło, że połączenie tak zdywersyfikowanych form przerodzi się w sceniczny chaos. Tymczasem Biziuk doskonale nad tym panuje. Jest to jednak mieszanka wybuchowa, wymagająca namysłu i istnieje obawa, że nie przypadnie do gustu szerokiemu gronu odbiorców.


Całość stanowi niezwykle spójną, wielowymiarową i odważną koncepcję. Spektakl Wpuść mnie jest niczym wyzwanie rzucone teatromanom lubującym się w odszyfrowywaniu kulturowych kodów. Wampir żeruje na ludziach, żywiąc się ich krwią. Jest nienasycony i ciągle szuka nowych zdobyczy… czyż nie taki jest współczesny człowiek? Technokrata wspinający się nieustannie po szczeblach drabiny społecznej, cierpiący na społeczną bulimię, nadprodukcję treści, zanurzony po czubek głowy w wirtualnej rzeczywistości, niemal nie odróżniający realu od wirtualu i łatwo ulegający wpływom instadyktatorów czy instamatek.



Wpuść mnie. Dokądkolwiek pójdziemy, będzie szedł za nami, scenariusz i reżyseria: Agata Biziuk, muzyka: Piotr Klimek, scenografia: Paweł Brajczewski, kostiumy: Marika Wojciechowska, choreografia: Anna Sawicka Hodun, reżyseria światła: Maciej Iwańczyk, video: Marcin Fischer, Teatr Miejski w Gliwicach, premiera: 29 lutego 2020.


O AUTORZE:

Magdalena Mikrut-Majeranek (1987), dr nauk humanistycznych, kulturoznawca i historyk, z zawodu dziennikarz, redaktor naczelna portalu Histmag.org oraz redaktor portalu bytomski.pl. Główne zainteresowania: teatr tańca współczesnego, teatr dramatyczny, komunikacja audiowizualna i promocyjna, historia Śląska.

199 wyświetlenia

info

Zarejestruj się - wkrótce!

© 2019 teatrologia.info

  • Facebook - Biały Krąg