Patryk Kencki / ANDERŚNIENIE

Aktualizacja: mar 4


Fot. HaWa


Na scenie panuje półmrok i nieład, jak na tajemniczym strychu. Płótnem nakryto jakiś mebel, na którym jaśnieje niewielka lampka. Wokoło piętrzą się kolumny książek, stare ramy z potłuczonymi szybami i inne nieprzydatne już sprzęty. Spod łuku prosceniowego wystają gałęzie, na których zawieszono papierowe ozdoby. W głębi – na tle jasnego ekranu – zamontowano fragmenty wielkiego, potłuczonego lustra.


Z półmroku wyłania się czarownica grana przez Piotra Osaka. Aktor ma na sobie kostium kojarzący się z weneckim karnawałem. Czarna szata lśni aplikacjami, a niezwykle obszerne rękawy wyolbrzymiają sylwetkę aktora. Błyszcząca maska z masywnym zakrzywionym dziobem osłania niemal całą głowę.


Po bokach widowni ustawia się siódemka pozostałych aktorów współtworzących ten spektakl. Słyszymy ich oddechy, które kojarzą się z poświstującym wiatrem. „W zielonym lesie suseł śpi…” – zaczyna po cichu powtarzać Czarownica, a wypowiadana przez nią rymowanka wydaje się zaklęciem wprowadzającym nas do krainy baśni.


Przedstawienie wyreżyserowane przez Tomasza Kaczorowskiego zainspirowane zostało Andersenowskimi baśniami. Według koncepcji Łukasza Bzury scenariusz ułożył Bronisław Maj, a scenografię zaprojektowała Justyna Bernardetta Banasiak. Za muzykę odpowiada Miłosz Sienkiewicz.


Spektakl ma oniryczną formę, niezwykle zresztą sugestywną. Realizatorom udało się stworzyć dzieło spójne estetycznie i oczarowujące atmosferą niesamowitości. Przyjęcie poetyki snu skłoniło twórców do wyciśnięcia z Andersenowskich utworów samej ich esencji, do zbudowania narracji poprzez sugestywne obrazy. Podstawę scenariusza stanowi Krzesiwo, którego fabuła została połączona z Małą syreną, Calineczką i Ołowianym żołnierzem. Pod koniec pierwszej części Czarownica przemienia się w tytułową postać Królowej śniegu. Obrócony na nice kostium jaśnieje teraz bielą podkreśloną dodatkowo przez czarne aplikacje. Kojarzy się z królewskimi gronostajami i z przenikliwym chłodem. Z kolei na koniec spektaklu Osak, zrzuciwszy z siebie przebranie, ukaże się jako autor tych wszystkich baśni, które nie są niczym innym, jak tylko „Anderśnieniem”.


Twórcom spektaklu udało się umiejętnie poprzeplatać wątki i połączyć ze sobą rozmaite postaci. Wszak Czarownica pojawia się również w Małej syrenie, a głównego bohatera Krzesiwa da się zestawić z Ołowianym Żołnierzem. Takie wykorzystanie motywów doskonale zresztą pasuje do poetyki snu, w którym jedne persony niespodziewanie przemieniają się w inne.


Nie sposób odmówić Kaczorowskiemu swobody i zgrabności w przechodzeniu z planu do planu oraz równoczesnego korzystania z lalek skonstruowanych w różnych technikach. Reżyser buduje w ten sposób wizualne bogactwo. Z planu żywego, w którym przedstawione zostało spotkanie Czarownicy z Żołnierzem, bardzo szybko przenosi nas do teatru cieni pozwalającego przedstawić zejście Żołnierza do kryjących skarby podziemi. Tworzenie w tej akurat technice zdaje się sprawiać inscenizatorowi szczególną przyjemność. Wyczarowując cienie postaci czy obiektów, kondensuje bądź przyspiesza fabułę baśni.


Obok teatru cieni pojawiają się różnego rodzaju lalki. Zwierzęta w Calineczce zostały wykonane w formie pacynek. Żołnierz zrobiony jest z drewna, dzięki czemu, łatwo go będzie przekształcić z postaci Krzesiwa w tytułowego bohatera Ołowianego żołnierza. Aktorzy pozbawią go jednej nogi, a do korpusu przymocują mu kojarzącą się z ołowiem blachę. Papierowa tancerka ma z kolei formę konturowej lalki. Teatralna sztuczka sprawi, że zawieszona nad sceną postać stanie w ogniu, choć jednak nie spłonie. Malowniczo wirując, opadnie na scenę niczym spopielony papierek.


Oniryczna i urzekająca atmosfera spektaklu, to w dużej mierze zasługa aktorów dobrze czujących się w teatrze formy i uzdolnionych wokalnie. Główny ciężar widowiska spada na Piotra Osaka, który chyba nie czuje się nim specjalnie przytłoczony. Swobodny i pewny siebie tworzy kolejne postaci w sposób bardzo sugestywny. Przez całe widowisko pełni również funkcję naszego przewodnika po świecie baśni.


Łukasz Batko przekonująco wciela się w główną postać Krzesiwa. Na scenę wkracza z widowni, po której długo maszeruje, nie potrafiąc odnaleźć właściwej drogi, jak odbijający się od ścian i foteli automat. Pewnego rodzaju zmechanizowanie ruchu wykorzysta również Natalia Wieciech, która jako Calineczka będzie tańczyć przed swą matką (Żaneta Małkowska), tak jakby była figurką tancerki zdobiącej pozytywkę.


Nie sposób byłoby nie wspomnieć o Danucie Kołaczek i Krzysztofie Ciesielskim, którzy wcielają się w postaci Gerdy i Kaja. Dość powiedzieć, że owych doświadczonych aktorów ucharakteryzowano tak, aby wyglądali na jeszcze dojrzalszych. Okutana w grube, zimowe ubrania aktorka ciągnie przez widownię dziecinne sanki, podczas gdy odtwórca roli Kaja siedzi w klatce z pobielonego drewna (to jest właśnie ów tajemniczy mebel nakryty na początku spektaklu płótnem). Jako że Ciesielski ma smukłą sylwetkę, to nim ujrzymy jego dojrzałą twarz, może się wydawać małym chłopcem. Kiedy jednak stanie na zaśnieżonej scenie i odwróci się ku nam, zrozumiemy, że Kaj całe życie spędził w lodowym więzieniu, a na jego poszukiwaniach upłynął cały żywot Gerdy. Zamknięcie wątku jest więc niezwykle melancholijne. Kiedy aktorzy schodzą ze sceny, śpiewając kolędę, trudno nie ulec wzruszeniu. Trudno jednak byłoby też zaprzeczyć, że na niezwykłą atmosferę spektaklu pracuje cała obsada. Oprócz aktorów już wymienionych należy więc przywołać także nazwiska Małgorzaty Krawczenko (Syrenka) i Anny Sztuder-Mieszek, których sceniczna praca w równym stopniu zasługuje na uznanie.


Zbudowany przez realizatorów i wykonawców surrealny nastrój udziela się młodej widowni. Sceniczna iluzja okazuje się bardzo sugestywna. Na jednym z pokazów, kiedy Żołnierzowi rozsypały się pieniądze, dzieci z pierwszych rzędów zaczęły gramolić się po nie na scenę, a w ślad za nimi ruszyły ściągające je stamtąd nauczycielki. Patrząc na taki obrazek, zacząłem nieco żałować, że sam nie jestem już dzieckiem. Podniosłem wówczas wzrok na lśniące w tle kawałki potłuczonego zwierciadła. I dojrzałem w nim nie dzieło złego czarodzieja z Andersenowskiej baśni, ale metaforę utraconego przez dorosłych naturalnego oglądu świata.



Ander-Sen, koncepcja: Łukasz Bzura; autor tekstu: Bronisław Maj; reżyseria: Tomasz Kaczorowski; scenografia: Justyna Bernardetta Banasiak; muzyka: Miłosz Sienkiewicz; obsada: Łukasz Batko, Krzysztof Ciesielski, Danuta Kołaczek, Małgorzata Krawczenko, Żaneta Małkowska, Piotr Osak, Anna Sztuder-Mieszek, Natalia Wieciech, Teatr Pinokio w Łodzi, prem. 22 lutego 2020.


O AUTORZE:

Patryk Kencki – doktor nauk humanistycznych, adiunkt w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk, przewodniczący Komisji Artystycznej Konkursu "Klasyka Żywa" i wiceprezes Polskiej Kompanii Teatralnej. Założyciel portalu "Teatrologia.info". W przeszłości związany z warszawskim Muzeum Teatralnym, pracował również jako adiunkt na Wydziale Aktorskim i Wydziale Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie oraz jako sekretarz redakcji "Pamiętnika Teatralnego". Autor stu kilkudziesięciu publikacji, w tym monografii "Inspiracje starotestamentowe w dramacie polskiego renesansu (1545-1625)", Warszawa 2012. W tym roku ukaże się jego rozprawa "Staropolski Molière". Mieszka w Łodzi.



Fot. HaWa

189 wyświetlenia

info

Zarejestruj się - wkrótce!

© 2019 teatrologia.info

  • Facebook - Biały Krąg