Patryk Kencki / JUBILEUSZOWE CZYTANIE

Aktualizacja: 27 sie 2018


25 sierpnia 2018 roku świętowaliśmy piętnastolecie Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego. Wśród rozlicznych atrakcji nie zabrakło i przedstawienia. O 19.30 odbyło się sceniczne czytanie sztuki Marii Morozowicz-Szczepkowskiej Typ A. Przypomnijmy, że autorka najpierw uprawiała aktorstwo (była córką słynnego Rufina Morozowicza), aby w okresie międzywojennym poświęcić się pracy literackiej. Pozostawiła po sobie utwory dramatyczne, wśród których szczególną popularnością cieszyła się Sprawa Moniki. Typ A to z kolei sztuka niemal zapomniana. Jeżeli przywołuje się jej premierę, to najczęściej dlatego, że w jej trakcie widzowie mogli zobaczyć pierwszy na polskiej scenie akt męski (pisał o tym Rafał Węgrzyniak w „Notatniku Teatralnym” 2004 nr 35). Działo się to zaś 20 listopada 1934 roku w Teatrze Ateneum. Sztukę wyreżyserowała wówczas Zofia Modrzewska, a męskie ciało, które wzbudziło sensację, należało do Władysława Surzyńskiego.


W Typie A widzimy trzy kobiety, które spotykają pod domem ubogiego i zziębniętego młodzieńca. Postanawiają się nim zaopiekować, ale ich pomoc nie do końca jest bezinteresowna. Przede wszystkim oczekują od podopiecznego rozmaitych przysług. Prowadząca naukowe badania Hortensja zatrudnia go jako swego sekretarza, a malarka Iza żąda, aby pozował jej do obrazu mającego przedstawiać Apollina. Jak możemy się domyślać, ich oczekiwania posuwają się znacznie dalej. Najbardziej szczerą spośród sąsiadek okaże się prostytutka Mańka, która nie ukrywa, że jest nim zainteresowana jako mężczyzną.


Jakkolwiek na stronie Instytutu Teatralnego Typ A określono jako farsę, to wydaje się, że bliższy jest raczej grotesce (tak odczytywała go Stefania Podhorska-Okołów, "Bluszcz" 1934 nr 49). Koncept Morozowicz opiera się przecież na groteskowym odwróceniu ról. Mężczyzna staje się utrzymankiem kobiet w społeczeństwie o wyraźnie patriarchalnej strukturze. Nic dziwnego, że spektakl drażnił męską część widowni. Ale czy jednocześnie nie musiał budzić niepokoju w umysłach części żeńskiej? Wszak emancypacyjne aspiracje kobiet zostały w sztuce ośmieszone, skoro ukazano, że podszyte są jednak fizycznym pożądaniem. Najbardziej zaś wykpiona wydaje się postać Hortensji. Po pierwsze dlatego, że ta uczona białogłowa opiera swój światopogląd na dość niedorzecznych eugenicznych teoriach (tytułowy typ A to najbliższa jej ideałom, apollińska odmiana mężczyzny). Po wtóre zaś dlatego, że rozczarowana z powodu nieodwzajemnionych uczuć, uznaje relację z przygarniętym młodzieńcem za naukową i życiową pomyłkę. Odtrącona stwierdzi, że jednak niesłusznie zakwalifikowała go do typu A, a co za tym idzie, będzie teraz musiała dokonać aborcji.


Jubileuszowe czytanie umiejętnie wyreżyserowała Daria Kopiec. Inscenizatorka zrezygnowała z pobocznych postaci, wprowadzając na scenę czwórkę niezbędnych person. Dobór aktorów trzeba zresztą ocenić jako kapitalny. Na scenie oglądamy młodych, uzdolnionych i przeuroczych wykonawców. Jako Hortensja występuje Małgorzata Mikołajczak, jako Iza – Agata Różycka, a jako Mańka – Maria Sobocińska. W rolę młodzieńca wciela się z kolei Marcel Borowiec. Warstwa plastyczna przedstawienia opiera się na barwnych i efektownych kostiumach. Mikołajczak ubrana jest z szykiem przedwojennej chłopczycy, strój Różyckiej zdobią psychodeliczne desenie, a kostium Sobocińskiej utrzymany jest w wyrazistych odcieniach różu. Borowiec, póki jeszcze siedzi na widowni, ubrany jest w kraciaste paletko. Kiedy wkroczy w sceniczną przestrzeń, zrzuci to okrycie, eksponując swoją smukłą sylwetkę, jasną karnację i długie włosy o efektownym, rudym odcieniu.


Czytanie czytaniu nierówne. Czasami oglądamy takie, w trakcie którego aktorzy trzymają nosy w egzemplarzach. To przygotowane przez Kopiec ma bez porównania szykowniejszą formę. Wykonawcy na tyle opanowali tekst, że długie frazy częstokroć wygłaszają z pamięci. Dzięki temu mogą podejmować fizyczne działania, poruszać się po scenie i utrzymywać z widzami wzrokowy kontakt. Konsekwencją grania blisko spektatorów jest sięganie po bardziej subtelne środki. W spektaklu wiele odczytać możemy z mimiki i spojrzeń wykonawców. U Mikołajczak i Różyckiej dostrzeżemy uniesienie spowodowane czy to fanatyczną wiarą w wyznawane teorie, czy to twórczym natchnieniem. U Borowca jakąś uwodzicielską tajemnicę. U Sobocińskiej pełną zdrowego rozsądku ironię. Nie do przecenienia jest spojrzenie, którym odpowiada na pytanie sąsiadek, czy współżyła z ich podopiecznym.


Ważnym elementem spektaklu jest świetnie dopasowana muzyka, którą na żywo wykonuje zespół Pokusa (Natan Kryszk, Tymek Bryndal, Teo Olter). Instrumentaliści budują nastrój przedstawienia wraz z aktorami. Nadają mu też wyrazisty rytm, prowokujący performerów do bardziej ekspresyjnego aktorstwa.


Nie mam wątpliwości, że czytanie wyreżyserowane przez Kopiec okazało się przedsięwzięciem udanym. Opłaciło się sięgnąć po zapomnianą sztukę, skoro twórcy przedstawienia zdołali dowieść, że utwór zachowuje sceniczny potencjał. Jakkolwiek zmienił się kontekst społeczny, to jednak tematyka sztuki pozostaje frapująca. Cały czas bawi też podjęta przez autorkę gra z mitologicznymi odniesieniami. Wszakże opisana przez nią fabuła opiera się na odwróceniu historii Pigmaliona i Galatei, wszak w sztuce możemy dostrzec ironiczne nawiązanie do zabiegów olimpijskich bogiń o względy Parysa. Przy okazji warto wspomnieć, że sztuka Morozowicz została niedawno wydana w antologii Rodzaju żeńskiego (tom ten wraz z dwoma innymi przygotowany został w ramach projektu HyPaTia).


Na koniec może warto się zastanowić nad tym specyficznym gatunkiem, jakim jest sceniczne czytanie. Jego popularność da się łatwo wytłumaczyć faktem, że przygotowuje się je łatwiej, szybciej i taniej niż w pełni wykończony spektakl. W epoce eventów zalety te wydają się oczywiście nie do przecenienia. Czytania wszelako zdobyły sobie popularność z jeszcze innych powodów. Widza oczarowuje zawarty w tej formie metateatralny ładunek. Oglądamy przecież coś pośredniego pomiędzy próbą a gotowym przedstawieniem. Dostrzegamy sceniczne wykonanie, ale i pracę nad nim, o czym przypomina nieustanna obecność egzemplarzy. Do tego oczarowują nas specyficzne relacje pomiędzy aktorami a kreowanymi przez nich rolami. Mimo że wykonawcy wcielają się w grane postaci, to jednak mniej niż w tradycyjnym przedstawieniu zasłaniają swoją obecność. Ma to urok teatralnej zabawy, podobny pewnie do tego, jaki ongiś odczuwano w théâtre de société. Biorąc to pod uwagę, warto docenić, że podczas jubileuszu uraczono nas tak sympatyczną formą.


Maria Morozowicz-Szczepkowska, Typ A, reż. Daria Kopiec, Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie, czytanie sceniczne 25 sierpnia 2018

89 wyświetlenia

info

Zarejestruj się - wkrótce!

© 2019 teatrologia.info

  • Facebook - Biały Krąg