Patryk Kencki / NA ROZDROŻU

Aktualizacja: 15 maj 2019


Droga Madeleine!


Koncept, aby publikować listy, w których piszę Ci o moim kraju, ogromnie przypadł mi do gustu. Któż wie, czy nie masz racji, że taka korespondencja może okazać się zabawna nie tylko dla Ciebie. Pamiętaj wszakże, że niewiele bywam w towarzystwie, a obracam się głównie wśród akademików i ludzi teatru. Jeżeli jednak uważasz, że są to kręgi, o których można napisać cokolwiek interesującego, to gotów jestem, by podjąć tę próbę.


Chciałem naszą niedyskretną korespondencję rozpocząć od spraw bardziej ogólnych. Niespodziewanie jednak powrócił temat, przed którego skomentowaniem trudno jest mi się powstrzymać. Dopytywałaś się kiedyś o historię związaną z konkursem na stanowisko dyrektora Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego. Historia ta jest niezwykle zawiła, ale jeśli Ci będzie na tym zależało, to postaram się, by ją przy jakiejś okazji zreferować. Jak wiesz, bezskutecznie zabiegałem o to stanowisko, więc dobrze znam sprawę od kulis i mógłbym Cię niektórymi szczegółami rozbawić, innymi – być może – zasmucić. Tymczasem jednak bardziej istotna wydaje mi się informacja, że po nierozstrzygniętym konkursie i po tymczasowych, trzymiesięcznych rządach, sprawowanych w tej instytucji przez wicedyrektor finansową, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego powierzyło wczoraj pełnienie obowiązków dyrektora pani Elżbiecie Wrotnowskiej-Gmyz.


Nowa pani na Jazdowie (tak zwie się historyczna okolica, w której położona jest siedziba Instytutu) ma wykształcenie teatrologiczne. Najpierw zdobywała doświadczenie zawodowe, pracując w Dziale Dokumentacji Związku Artystów Scen Polskich, potem znalazła się wśród współtwórców Instytutu Teatralnego, aby następnie objąć stanowiska kierownicze w Narodowym Centrum Kultury.


Reakcje na decyzję Ministerstwa są bardzo zróżnicowane. Niektórzy, przywykli, by krytykować wszystkie decyzje naszego rządu, nie kryją swego niezadowolenia. Są jednak i tacy, którzy, znając kompetencje nowej pani dyrektor, dostrzegają w jej powołaniu jakąś szansę dla Instytutu. Być może jest to dobry moment, aby całe nasze środowisko zastanowiło się nad możliwością wypracowania z władzami mądrego kompromisu. Prawdziwą stawką w toczącej się grze nie są przecież wpływy czy stanowiska, ale działanie tak ważnej dla nas instytucji, możliwość jej rozwoju, wreszcie dobro jej pracowników, wśród których, jak Ci już kiedyś wspominałem, są bardzo sensowne osoby.


Niedaleko od siedziby Instytutu znajduje się Plac na Rozdrożu. Mijaliśmy go kiedyś, Droga Madeleine, gdy podczas Twojej wizyty w Warszawie wędrowaliśmy do Królewskich Łazienek. Przywołuję teraz tę nazwę, ponieważ wydaje mi się niezwykle znacząca. Myślę, że właśnie Instytut Teatralny znalazł się na takim rozdrożu i zarówno od naszego środowiska, jak i od polityki rządzących, zależy, jak potoczą się dalsze losy tej instytucji…


Jeżeli chodzi o sprawy ściśle teatralne, to niedawno odbyłem podróż do południowo-wschodniej Polski. W Rzeszowie byłem na premierze Mistrza i Małgorzaty według Michaiła Bułhakowa w nowym, całkiem udanym przekładzie, dokonanym przez rodzinę Przebindów. Spektakl wyreżyserował Cezary Iber, wydobywając z utworu zależności pomiędzy dobrem i złem, a także potężny potencjał metateatralny (Piłat i inni bohaterowie biblijnej opowieści ukazani zostali pod postacią teatralnych lalek). W Tarnowie z kolei oglądałem spektakl Tomasza Gawrona na podstawie Trans-Atlantyku i Dzienników Witolda Gombrowicza, pisarza, który tak bardzo Cię intryguje. W przedstawieniu tym reżyser z niezwykłą wrażliwością potraktował wątki homoerotyczne. Wszystkich urzekł młodzieńczy, podszyty subtelną seksualnością, taniec Ignacego (Stefan Krzysztofiak) i Horacja (Maciej Babicz). Nie waham się nazwać tej sceny prawdziwie piękną.


W zeszłym tygodniu obronili się moi ostatni magistranci z Wydziału Aktorskiego warszawskiej Akademii Teatralnej. Jak już Ci wspominałem, nasz rektor, kierując się oszczędnością, postanowił pozbawić mnie etatu. Konsekwencją tej decyzji było zamknięcie prowadzonego przeze mnie seminarium. Przez kilka lat zdołałem wypromować trzydzieścioro pięcioro magistrów sztuki aktorskiej, do czego trzeba by jeszcze doliczyć kilkoro absolwentów teatrologii. Jest to koniec jakiegoś rozdziału w mym życiu. Nie będę ukrywał, że koniec niełatwy. Kiedyś może dokładniej opiszę Ci także tę historię…


Niecierpliwie czekam na wiosnę. We Franciszkowie powoli pojawiają się kwiaty. Przez okno mojej samotni widzę przelatującego koło kwitnącej forsycji rudzika. Ciekaw jestem, jak teraz wygląda park Monceau, po którym nieraz mieliśmy okazję spacerować…


Serdeczności


P.


PRZECZYTAJ NASTĘPNĄ CZĘŚĆ CYKLU "LISTY POLSKIE"

563 wyświetlenia

info

Zarejestruj się - wkrótce!

© 2019 teatrologia.info

  • Facebook - Biały Krąg