Rafał Węgrzyniak / ODRZUCONY FELIETON

Aktualizacja: 24 kwi 2019


Tuż przed 10 kwietnia obejrzałem wreszcie w TVP – nakręcony pomimo uniemożliwiania na różne sposoby produkcji – film Antoniego Krauzego Smoleńsk. Jak przed dziewięciu laty zaraz rozpocząć się miały Warszawskie Spotkania Teatralne, a ja kilka dni później wybierałem się do Opola na Konfrontacje Teatralne. Połączenie tych trzech elementów przywołało w mojej pamięci felieton o posmoleńskiej żałobie i wojnie domowej, zatytułowany Żałoba i wojna, a komentujący ówczesne zachowania sporej części środowiska teatralnego lub kulturalnego. Niestety, nie został on dopuszczony do publikacji na łamach „Teatru” w roku 2010. Zamiast moich Uwag na stronie w lipcowo-sierpniowym „Teatrze” wydrukowana została natomiast pierwsza wersja Roku katastrofy Dariusza Kosińskiego zatytułowana Polska w żałobie. Dość, że ów tekst zawierał niedorzeczną tezę, iż Andrzej Wajda, sprzeciwiając się pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu, odegrał jakoby rolę Antygony.


ŻAŁOBA I WOJNA

Pod koniec kwietnia uczestniczyłem w teatrze opolskim w sesji poświęconej kanonowi polskiego dramatu. Podczas końcowej debaty Olga Tokarczuk uznała za stosowne wyznać, iż przeraziły ją przejawy żałoby narodowej po katastrofie samolotu pod Smoleńskiem, a zwłaszcza dominacja w nich liturgii katolickiej. W konsternację wprawiło mnie demonstrowanie przez dojrzałą pisarkę idiosynkrazji w trakcie teatrologicznego sympozjum i w obliczu tragedii o trudnych jeszcze do rozpoznania konsekwencjach nie tylko dla Polski, lecz całej Europy środkowo-wschodniej. Niestety, część środowiska teatralnego, dając wyraz swej politycznej stronniczości, zarówno przed, jak i po 10 kwietnia, również zatracała elementarny takt i rozsądek.


Przypomniał mi się wydrukowany w 2007 w „Tygodniku Powszechnym” tekst innego wyznawcy Carla G. Junga, Krystiana Lupy, będący elementem kampanii przeciwko wprowadzeniu ustawy lustracyjnej. W To jest choroba Lupa dokonał kuriozalnej psychoanalizy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jakby lustracja była rezultatem jego osobistej obsesji, a nie problemem politycznym i moralnym, z którym musiały się uporać wszystkie państwa postkomunistyczne.


Lech Kaczyński jeszcze jako prezydent Warszawy naraził się kręgom liberalno-lewicowym, utrudniając organizowanie parad równości. Dlatego inscenizacja w TR Aniołów w Ameryce miała demagogicznie zrównywać jego prezydenturę i rządy PiS-u z homofobią wywołaną w USA przez epidemię AIDS. Tym bardziej ujęła mnie reakcja Jacka Poniedziałka, jednego z współtwórców Aniołów, na odznaczenie przez Kancelarię Prezydenta RP wraz z innymi Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata Poli Machczyńskiej w parę miesięcy po premierze (A)pollonii w Nowym. Przyznał on w wywiadzie, że „w polityce historycznej prezydenta są też jasne strony, bo on robi rzeczy, o których nikt wcześniej nie pomyślał. Na przykład, żeby odznaczyć też w Polsce ludzi odznaczonych w Izraelu.” I dodał: „Za to jedno go szanuję”. Chociaż nie pojmuję, dlaczego godne atencji było wyłącznie uhonorowanie przez Kaczyńskiego osób ratujących Żydów. Czyżby oddawanie przez niego hołdu żołnierzom podziemia niepodległościowego bądź działaczom opozycji antykomunistycznej represjonowanym w PRL należało już do ciemnych stron polityki historycznej?


Nawet mnie nie zaskoczyło, że czołowi reprezentanci nowej lewicy w teatrze jak Michał Zadara czy Igor Stokfiszewski oprotestowali zawieszenie przedstawień w okresie żałoby. Zbulwersowała mnie jednak wypowiedź dla „Krytyki Politycznej” dyrektorki Ateneum, Izabelli Cywińskiej, iż „żałoba narodowa zmienia się w generalną histerię”. Cywińska, która przecież brała udział w ośmieszaniu albo demonizowaniu sprawujących władzę konserwatystów, wystawiając z podtekstem Waszą ekscelencję we Współczesnym i Czarownice z Salem w Powszechnym, oburzała się, że po śmierci polityków z tego nurtu „media grają na emocjach”. Podobnie Kazimierza Kutza, deprecjonującego w niewybredny sposób politykę historyczną PiS-u, wyprowadziło z równowagi nawet ubieranie się polityków tej partii na czarno.


Z kolei dyrektorka Wrocławskiego Teatru Współczesnego, Krystyna Meissner, po powrocie z Moskwy z festiwalu „Złota Maska”, udzieliła lokalnej „Gazecie Wyborczej” wywiadu Zaskoczyli mnie Rosjanie, wzruszył mnie Putin. Przekonywała w nim, że Rosjanie nie mają za co Polaków przepraszać. Narzekała zaś na komplikacje w komunikacji spowodowane przewożeniem trumien. Jeszcze nie rozpoznano wszystkich ofiar, gdy Daniel Olbrychski zaczął propagować pojednanie polsko-rosyjskie, odczytując z fałszywym patosem list do przyjaciół Moskali. Na scenie MChAT-u 8 maja dał upust swej rusofilii. Natomiast w TVP utrzymywał, że w okresie żałoby w tłumie pod Pałacem Prezydenckim rozpoznał aktorów grających role płaczek.


Te opinie jednak bledną w porównaniu z aktywnością Andrzeja Wajdy związaną bodaj z promocją filmu Katyń. Był w Katyniu 7 kwietnia wraz z premierem i ściskał dłoń Putina. Napisał z pomocą żony Krystyny Zachwatowicz list do metropolity krakowskiego usiłujący mu wyperswadować zamiar pochowania pary prezydenckiej na Wawelu, opublikowany w „Wyborczej” i inicjujący spór wokół tej sprawy. 9 maja oglądał w Moskwie defiladę. Wcześniej zdołał zapalić znicze na grobach żołnierzy Armii Czerwonej ginących, jak podkreślił, za słuszną sprawę, czyli realizację polityki Stalina. Wreszcie 16 maja na zebraniu komitetu wspierającego kandydata PO w wyborach prezydenckich roztrzęsiony Wajda stwierdził, że toczy się w Polsce wojna domowa, bo lekarz odmówił jego kurowania, a biskup jakoby żałował, iż reżyser nie zginął wraz z premierem. Przy tym dziwił się, że rozpętane zostały negatywne emocje. Wajda zacytował Wesele. Ale w owym połączeniu strachu, fanatyzmu i manipulacji ujrzałem raczej epizod z jego inscenizacji Biesów. Jej wersja moskiewska miała zamykać odwołane z powodu żałoby Warszawskie Spotkania Teatralne.


PRZECZYTAJ POPRZEDNI FELIETON Z CYKLU "Z OKOPÓW ŚWIĘTEJ TRÓJCY"


233 wyświetlenia

info

Zarejestruj się - wkrótce!

© 2019 teatrologia.info

  • Facebook - Biały Krąg