Zbyszek Dramat / A CO JEŚLI CZŁOWIEK ZDRADZI SAMEGO SIEBIE?


Fot. Magda Hueckel

Beth Henley jest cenioną amerykańską dramatopisarką, której największym sukcesem okazał się dramat Crimes of the Heart, inspirowany jej osobistymi przeżyciami w wielodzietnej rodzinie. Do premiery scenicznej doszło w 1979 roku w Louisville, po czym sztukę pokazywano też w Nowym Jorku w roku 1980. W 1981 została laureatką Nagrody Pulitzera, 5 lat później dramat ten, nazwany „tragikomedią”, trafił do kin. Wyreżyserowany przez Bruce’a Beresforda film był laureatem Złotych Globów oraz zyskał nominacje do Oscarów. Zagrały w nim takie gwiazdy jak Diane Keaton, Jessica Lange i Sissy Spacek.


Od premiery Crimes of the Heart minęło wiele lat, a nadal nie schodzą one z afisza w wielu krajach. Wielowątkowe studium skomplikowanych relacji rodzinnych, widziane oczyma zdesperowanych i rozedrganych emocjonalnie kobiet okazało się uniwersalne i nośne bez względu na czas oraz szerokość i długość geograficzną. Aby uzyskać ten efekt autorka skorzystała z doświadczeń mistrzów realizmu psychologicznego i naturalizmu, takich jak Tennesse Williams, Eugene O’Neill, a nawet Edward Albee. Nie obca była jej też twórczość Henrika Ibsena, Augusta Strindberga czy Antona Czechowa, ze szczególnym uwzględnieniem Trzech sióstr.


Polskie tłumaczenie Zbrodni serca przygotowane przez Małgorzatę Semil wydane zostało w „Dialogu” w roku 1991. Z dostępnych informacji wynika, że w Polsce sztuka ta swą prapremierę miała w tym samym czasie w Teatrze Kwadrat, a następnie w 1994 w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu. Po długiej przerwie zawitała do Teatru Współczesnego w Warszawie, który w ostatnim czasie proponuje publiczności bardzo interesujące premiery, zarówno w obszarze klasyki (Psie serce), jak i repertuaru współczesnego (obok Zbrodni serca za chwilę odbędzie się premiera spektaklu Nim odleci).


Zbrodnie serca to kobiecy, ale nie feministyczny spektakl ukazujący wielowarstwowość rzeczywistości, z którą muszą zmagać się bohaterki dramatu. Za banałem codzienności rodzinnego domu sióstr Magrath (Lenny, Meg i Babe) kryją się osobiste dramaty każdej z nich. Dotyczą one głównie ich relacji z mężczyznami, ale nie tylko. Opuszczenie domu przez ojca, które wywołało samobójstwo matki zaciążyło na całym ich życiu. Łączy je frustracja, wewnętrzna samotność oraz poczucie braku spełnienia i szczęścia w życiu. Wszystkie doświadczają, czym jest utracony czas, który wydaje się nie do odzyskania. Wszystkie trzy noszą w sobie zdradę samych siebie.


W konsekwencji splotu wielu przypadkowych zdarzeń siostry znalazły się na życiowym zakręcie. Lennora Josephine „Lenny” Magrath (Monika Krzywkowska), obchodząc swe 40. urodziny, o których nikt prawie nie pamięta, jest zgorzkniałą starą panną, która resztkami sił próbuje utrzymać pozory życiowej radości i normalności. Poświęciła, się aby utrzymać rodzinny dom, opiekując się schorowanym dziadkiem, który znów trafił do szpitala. Jest kompletnie rozbita emocjonalnie. Z jednej strony spełnia się jako opiekunka rodzinnego ogniska domowego i zaangażowana samarytanka. Z drugiej – walczy o wyzwolenie ze swej pustki i samotności, szukając pomocy w Klubie Samotnych Serc, gdzie poznaje Charliego z Memphis. Nie jest jednak w stanie zerwać z dotychczasowym życiem, bo boi się, że mężczyzna ją odrzuci ze względu na jej intymne problemy zdrowotne. To wydaje się być tylko dobrym pretekstem do utrzymania dotychczasowego bezruchu. Przyparta do muru przez Meg, która zarzuca jej kalectwo życiowe, zdesperowana, krzyczy do sióstr: „nigdy nie będę szczęśliwa!!!”.


Margaret „Meg” Magrath (Katarzyna Dąbrowska) nie odniosła sukcesu w Hollywood i nie znalazła tam upragnionego ukochanego. Dziś zajmuje się wypisywaniem faktur w fabryce konserw dla psów. Żyje „tu i teraz”, szuka doraźnych przyjemności, nie wyłączając używek (bourbon i papierosy), które stale są obecne na scenie. Kiedyś myślała o poważnym życiu, ale gdy przestała śpiewać i straciła pracę, trafiła do szpitala psychiatrycznego w Los Angeles. Po tych doświadczeniach, tak jak piosenkarka Kim Carnes w swym przeboju Crimes of the Heart próbuje nam teraz powiedzieć, że wszyscy jesteśmy winni i gotowi brać udział w nowych występkach naszej nieokiełznanej natury. Dobrze wie, że wszyscy jesteśmy nieostrożni, niepoprawni, dziwni i niedostosowani. Bo wszyscy jesteśmy dziećmi. Bo wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.*

Trzecia siostra Rebeca „Babe”/ „Becky” Magrath Botrelle (Monika Kwiatkowska) nie poradziła sobie ze swym małżeństwem. Tragiczną kulminacją tego związku jest nieudana próba zabójstwa męża Zackery’ego (wpływowego polityka), który ciężko ranny trafia do szpitala. Zupełnie realne staje się dla niej spędzenie kolejnych lat w więzieniu. Zapytana, dlaczego strzeliła do męża, odpowiada z desperacją w głosie, że się jej nie podobał. Prawdziwą przyczyną mógł być jednak romans z piętnastoletnim czarnym chłopcem, o którym dowiedział się małżonek. Tu dramat sięga zenitu. Próba morderstwa, seks z nieletnim i to czarnoskórym chłopcem na południu USA. Sytuacja wydaje się bez wyjścia i to zarówno w przestrzeni prywatnej, jak i publicznej. Sama Babe w pewnym momencie mówi: „na dobrą sprawę jestem o krok od ostatecznego zatracenia”.*

Spotkanie sióstr w tych dramatycznych chwilach jest nie tylko okazją do udzielenia pomocy Babe, ale też do podjęcia wspólnej walki z własnymi demonami, oczyszczenia i przełamania niemożności. Pozwala im zrzucić maski własnego zakłamania, ułudy i oszukiwania samych siebie. To wstęp do odkrycia swej prawdziwej tożsamości. Im bardziej na wierzch poprzez szczerą do bólu rozmowę wychodzą ich skrywane negatywne emocje, tym bardziej buduje się między nimi wspólnota losu oparta na wzajemnym zrozumieniu, wybaczeniu i rozbudzonej na nowo siostrzanej miłości. To pozwala im przy użyciu autoironii i czarnego humoru bronić przed światem i ludźmi, odnaleźć energię do wspólnego poradzenia sobie z problemami, w których się znalazły.


Reżyser spektaklu (Jarosław Tumidajski) idealnie odczytał zamiary dramaturgiczne Beth Henley. Od początku przedstawienia głęboko przeżywamy alienację i cierpienie kobiet w poszukiwaniu ich własnej definicji szczęścia. Wręcz na własnej skórze odczuwamy groteskę i absurd ich codziennej egzystencji. Tym bardziej, że żadna z nich nie godzi się na swój los. Zdają sobie pomału sprawę, że nie można dłużej tolerować „zbrodni serca” skierowanej przeciwko sobie. Każda z sióstr tę zbrodnię („okrucieństwo serca”) definiuje inaczej. Lenny musi wyrwać się z okowów rozumu oraz racjonalności i pójść w stronę uczucia. Meg wręcz odwrotnie zauważa, że anarchia serca i hedonizm zdominowały jej rozum i czas przywrócić tu równowagę. Natomiast Babe, dokonując zbrodni na swym rozumie i sercu, w afekcie doprowadza się do desperackich aktów rozpaczy – próby zabójstwa męża i próby samobójczej. Teraz musi na nowo zdefiniować, kim jest i ma w tej sztuce zadanie najtrudniejsze.


Oglądając ten spektakl, czujemy się jak we własnym domu. Jego akcja odbywa się blisko widza, w dużej kuchni, gdzie siostry Magrath uzewnętrzniają swe emocjonalne sponiewieranie i skłócenie z życiem. Tę domową atmosferę na scenie pieczołowicie zbudował Mirek Kaczmarek, który w filmowym stylu zadbał o każdy najdrobniejszy szczegół wyposażenia mieszkania. Wszystko to pięknie i sugestywnie oświetliła Katarzyna Łuszczyk – mistrzyni wizualnego różnicowania przestrzeni scenicznej.


Spektakl obfituje w wielość znaków teatralnych. Duży podświetlany globus umieszczony w scenografii sugeruje nam, że sztuka ma charakter uniwersalny i dotyczy każdego z nas. Czekoladki nadgryzane i wypluwane przez Meg nawiązują do kultowego już cytatu z Forresta Gumpa: „życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi”. Duży gliniany garnek na stole ulepiony przez żonę byłego chłopaka Meg jest symbolem zazdrości i wyzwoleniem tęsknoty za utraconą miłością. Huragan Camille (siła wiatru tego huraganu w 1969 roku przekroczyła 300 km/h, wywołując w Stanach ogromne straty, w tym w mieście Biloxi, o którym mowa w sztuce) wspomniany w dramacie i pokazywany filmowo na ekranie małego telewizorka jest tu metaforą zagrożenia, ale także potrzeby nowych, mocnych przeżyć, za którymi tęskni Babe. Huragan jest też pozytywnym wspomnieniem dawnej miłości Meg.


W spektaklu widzimy też album Babe, w którym postać zbiera wycinki dotyczące przykrych momentów jej życia. Nie bez znaczenia jest też sznur, który ma służyć do popełnienia przez Babe samobójstwa oraz żyrandol, którego oberwanie ocala jej życie.


Zdmuchnięcie świeczek na urodzinowym torcie Lenny otwiera przed siostrami czas „po zbrodni”. W spektaklu ważna jest też oprawa muzyczna na czele z This is the End śpiewanym sugestywnie przez Jima Morrisona. Niezwykle istotne dla spektaklu są też wszystkie zabiegi aktorskie uwypuklające stany psychiczne i cielesne człowieka wywołane wspomnieniami, upływającym czasem i wszechobecnym kryzysem, także tym egzystencjalnym.


Aktorki grające w spektaklu (obok tria Krzywkowska – Kwiatkowska – Dąbrowska na scenie jest też Agnieszka Suchora jako Chick Boyle – kuzynka sióstr Magrath) prezentują wyborne wyczucie konwencji i wysoką formę aktorską. Doskonale łączą różnorodne dialogowe narzędzia aktorskie od groteski przez farsę do wątków melodramatycznych, tragicznych i obyczajowych. Ich dynamiczne kontrapunktowe interakcje i pojedynki słowne pozwalają utrzymać dramaturgiczne napięcie i skupić na sobie uwagę widza. Świetnie potrafią wcielić się w skomplikowane emocjonalnie postaci, a właściwie stają się nimi. Wykorzystują do tego wszystkie aktorskie atuty: grę kobiecego ciała, mimikę twarzy, niesamowitą modulację głosu, kontrapunkty emocjonalne i naturalność na scenie. Jest to tym bardziej ważne, że mamy tu do czynienia z obecnością teatru w teatrze. Bohaterki dramatu w świecie, w którym przyszło im żyć, wciąż grają. Stały się aktorkami w swym prywatnym teatrze egzystencji i trwania. Spotykamy je na scenie, gdy przestaje im się to podobać. Chcą być sobą, ale nie wiedzą, jak to zrobić. Strzał z pistoletu do męża jednej z nich mimo swego zbrodniczego charakteru jest dla nich wspólną szansą na nowe otwarcie i zastąpienie jednego teatru drugim. Wszyscy trzymamy kciuki, aby im się powiodło, chociażby przez chwilę. Bez względu na cenę, którą przyjdzie im za to zapłacić.


Beth Henley, Zbrodnie serca (Crimes of the Heart), przekład: Małgorzata Semil, reżyseria i opracowanie muzyczne: Jarosław Tumidajski, scenografia: Mirek Kaczmarek, kostiumy: Krystian Szymczak, światło: Katarzyna Łuszczyk, występują: Monika Krzywkowska, Katarzyna Dąbrowska, Monika Kwiatkowska, Agnieszka Suchora, Mikołaj Chroboczek, Szymon Roszak, Teatr Współczesny w Warszawie, premiera 7 kwietnia 2018 (Scena w Baraku).



Fot. Magda Hueckel

223 wyświetlenia

info

Zarejestruj się - wkrótce!

© 2019 teatrologia.info

  • Facebook - Biały Krąg